RSS
poniedziałek, 01 lipca 2013
 

Jak to jest, że jedni jedzą żeby żyć, drudzy żyją aby jeść?!

Obżarstwo choroba duszy i ciała dotyka coraz więcej ludzi, atakuje z ukrycia,powoli rozkoszując się swoim zwycieństwem nad nami. Ciągle szepce, zachęca zjedz jeszcze jeden kęs kanapkę, ciastko, loda.

Kusi, uśmiecha się do mnie, należy Ci się, przecież pracowałaś tyle godzin, jesteś zmęczona zjedz, zjedz, zjedz. To słowo wygrywa ze mną, poddaje się mu, choć mój żołądek krzyczy NIE- moje ciało się buntuje, ale jak mam być silna kiedy on mnie tuli, tak pięknie przemawia, jego głos w mojej głowie kołysze mnie w swoich ramionach, uśmierza największy ból- samotność. I JEM

Wyrywam się, krzyczę dosyć, przez 2-3 dni nie jem praktycznie nic. Rozm zaczął funkcjonować, słucham się go, wychodzę z domu nie zabieram pieniędzy nawet przysłowiowej złotówki i idę, idę przed siebie 5-6 km na początek potem dochodzę do wprawy i nawet 10 km spacer mnie nie meczy.

Udało się, pokonałam swój nałóg, jestem silna, mój system motywacyjny działa, za każdym razem kiedy mam ochotę na coś słodkiego wrzucam 1-2 zł do skarbonki na nagrodę, ekstra ciuch, buty czy jakiś drobiazg.

Przez miesiąc uzbierało się ponad 50 zł, przez kolejne 2 jest już prawie 200 zł jestem z siebie dumna, nie z tych zaoszczędzonych pieniędzy ale z tego że jem zdrowo.

Uśpiona swym zwycieństwem nie zauważam kiedy kupuje drożdżówkę, baton, winogrona czy słodkie banany. 1 kg winogron niepostrzeżenie zjadam w drodze z pracy do domu, mam wypchany żołądek więc nie zjadam obiadu, tylko kręcę się nie wiedząc co z sobą zrobić włączam Tv i skacze po kanałach, jest brzydka pogoda i nie chce mi się wyjść z domu. Nudzę się a może coś bym zjadła, zaglądam do lodówki, nie mam nic dobrego, zamykam lodówkę i wracam na kanapę.

Czuje się zmęczona, znów mam ciężki tydzień, kolejny maraton 6 dni po 12 godz sama nie wiem kiedy lądują w mojej lodówce chleb, mięso, słodkie serki, dżem, gotowany makaron. Ciężko pracujesz musisz jeśc, odzywa się głos w mojej głowie i jem.

I znów mój głos jest ze mną, kołyszę mnie, pociesza, nakazuje, krzyczy jak mogłam go tak zostawić. Ja przepraszam obiecuję poprawę, biegnę do sklepu i kupuje wszystko co mi każe głos: chleb, parówki, kiełbasę, chipsy, czekoladę, a może ogórek, masło, serek.  Zachodzę jeszcze po pączki i oponki pięknie oblane iskrzącym się lukrem. Już czuje ich smak  w ustach, jak cudownie pieszczą moje podniebienie połączone z parówkami i pasztetem z tofu. Jak pies Pawłowa ślinię się, moja twarz się uśmiecha, ręce drżą z podniecenia. Biegnę wesoła do domu jak dziecko, które chce pochwalić się 6 z matematyki. Ciągle słyszę głos, zjedz, zjedz.

PODDAJE SIĘ MU, SIADAM NA ŁAWECZCE I JEM.

Jak doskonale zaprojektowany robot wykonuje polecenia, nerwowo rozdzieram kolejne torebki, wyjmuje parówkę, bułkę kawałek nadziewanej czekolady i zaczynam łykać.

Moja niepohamowana łapczywość zabija inne instynkty jak wstyd. Przechodnie patrzą się na mnie, jedni z zdziwieniem drudzy z pogardą na głos wyrażając swoje emocje.

Pochwalił mnie, że jestem posłuszna teraz każe mi iść do domu, nie ja biegnę bo wiem że za każdy kęs czeka mnie nagroda NAGRODA- jak mantrę powtarzam za głosem w mojej głowie.

Jestem już bezpieczna w swoim domu, rzucam zakupy na stół, przebieram w luźny dres i idę z zakupami do łóżka , włączam tv, kładę się  pod koc, żeby nie widać było puchnącego i bolącego brzucha.  Nie mogę przestać jeśc, mój przyjaciel każe mi jeść, szepcze swoje zaklęcia

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31